ZIELONA TAKTYKA - MASKOWANIE BRONI



Możemy darować sobie cały trud maskowania sylwetki, jeżeli zapomnimy o zamaskowaniu broni. Ma ona na tyle charakterystyczny kształt i kolor, że jest bardzo dobrze widoczna w każdym krajobrazie. Błyszczące plastiki, oksyda, przebijająca spod niej stal, zamki i suwadła oraz ułożony najczęściej poziomo czarny „kij” na tle pionowych drzew mogą nas zdradzić szybko i skutecznie. I wcale nie trzeba być snajperem, aby zawsze dbać o swój „rozmyty” wizerunek.

Pierwszym krokiem może być pomalowanie broni. W Polsce maskowanie karabinów jest tematem jak najbardziej obcym, więc raczej nieprędko doczekamy się fabrycznych plamek na AK (oby służyły jak najdłużej). Matową farbą dobraną kolorem do terenu działań robimy ukośne smugi w poprzek bocznych płaszczyzn broni, pod różnymi kątami i w różnych odstępach. Najlepiej jest użyć kilku kolorów, a farbę nanosić sprayem lub pistoletem. Daje to dobry efekt rozmytych konturów. Należy pamiętać aby nie pokrywać farbą przyrządów regulacyjnych celowników (zarówno optycznych jak i mechanicznych), zamka, wylotu lufy, oraz aby nie dostała się ona do wnętrza broni. Bardzo dobrym sposobem jest połączenie farby i kawałków materiału lub siatki. Okręcamy karabinek paskiem materiału lub siatki z ponaszywanymi krótkimi „strzępkami”. Daje to efekt omszałej gałęzi. Do tego można dorzucić jeszcze kilka luźnych strzępów różnej długości. Zawijając jednak broń w cokolwiek trzeba zwrócić uwagę, aby nasze szmaty nie blokowały działania mechanicznych elementów broni, oraz nie utrudniały lub uniemożliwiały nam dostępu do nich. Można obkleić broń taśmą w barwach maskujących lub użyć trawy lub gałązek. Tego sposobu jednak nie polecam, ponieważ roślinki słabo się trzymają i więdną.

Kluczową sprawą jest dbałość o szczegóły. To one nas zdradzą, zawiodą lub uratują nam skórę.

WARSZAWA